niedziela, 26 listopada 2017

Hiszpańskie opowieści: zachód słońca nad Oceanem. :)

        Tydzień temu wróciliśmy z Hiszpanii. Aż tydzień temu i zaledwie tydzień. Absolutnie błyskawicznie przeleciało mi tych siedem niezwykle zamotanych dni, a te najbardziej poplątane w pracy jeszcze przede mną. O początku najbliższego tygodnia wolę nawet nie myśleć, dlatego postanowiłam napisać dzisiaj o czymś, co zawsze poprawia mi humor. Wam pewnie też, bo przyznajcie szczerze - kto nie lubi oglądać zachodów słońca? A ja dzisiaj zaserwuję Wam (i sobie też, bo od razu jak obejrzałam zdjęcia, to nastrój mi się poprawił) cudowny spektakl natury nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego w miejscowości o pięknie brzmiącej nazwie - Chipiona. ;)


niedziela, 19 listopada 2017

Hiszpańskie opowieści: migawki listopadowe. :)

       Uwielbiam Hiszpanię, a zwłaszcza uwielbiam ją w listopadzie. Odkąd dwa lata temu pojechaliśmy po raz pierwszy właśnie w listopadzie do Andaluzji, wiedziałam, że w tym miesiącu będziemy tam wracać. Udała się nam ta sztuka po dwóch latach i znów było cudownie. Nieco mniej ludzi niż w sezonie wakacyjnym i temperatury idealne do zwiedzania, bo zamiast czterdziestu stopni jak w wakacje, zaledwie dwadzieścia plus minus kilka stopni. Tak, zdecydowanie listopad w Andaluzji jest miesiącem idealnym. Tym razem postanowiliśmy na początek polecieć do Madrytu, żeby od razu przemieścić się do stolicy Kastylii - La Manchy - Toledo. Tam spędziliśmy prawie dwa dni i dopiero pojechaliśmy do Andaluzji. Początek wyjazdu wyszedł nam tak intensywnie, że pod koniec nie mieliśmy już siły i po prostu leżeliśmy i odpoczywaliśmy przed powrotem do zimnego Krakowa. Przyznam szczerze, że to niezły szok był, gdy wylatując z Malagi żegnało nas ponad dwadzieścia stopni ciepła, a w Krakowie witały raptem trzy i śnieg z deszczem w środku nocy. Teraz pozostały nam jedynie wspomnienia do rozgrzania i dzisiaj chciałabym Wam tak na szybko przedstawić migawki z instagrama, czyli krótki przegląd tego, co widzieliśmy i tego co pojawi się na blogasku w najbliższym czasie. :)

z widokiem na Gibraltar, gdzie znów nie pojechaliśmy. :)

sobota, 4 listopada 2017

Zaczytana Madusia: na co czekam w listopadzie, czyli zapowiedzi czytelnicze.

        I mamy już listopad - przedostatni miesiąc w roku. Wyjątkowo szybko biegnie mi ostatnio czas, ledwo ze wszystkim się wyrabiam, ale na szczęście już za kilka dni będzie okazja do odpoczynku, ponieważ wyjeżdżam na wakacje. Bardzo zasłużone, bardzo wyczekane i mam nadzieję, że bardzo udane. Znów postanowiliśmy odwiedzić naszą ulubioną Hiszpanię, więc cykl o niej ulegnie po powrocie znacznej rozbudowie. Ogólnie też po powrocie mam zamiar więcej czasu poświęcić blogaskowi, bo ostatnio biedak był nawet nie na drugim planie, tylko na jakimś dziesiątym. Ale to ma ulec zmianie, moi mili! ;) A dzisiaj, nieco spóźnione, czytelnicze zapowiedzi listopada, gdy wydawcy powariowali i przygotowali nam tyle hitów, że cieszę się bardzo z nadchodzących Świąt, bo część z nich może być fantastycznymi prezentami. Dla mnie, oczywiście. ;)


       1) "Arkadiusz Gołaś. Przerwana podróż." Piotr Bąk (wyd. SQN) 08.11.2017 - jest to zdecydowanie jedna z książek, na które czekam z mocniej bijącym serduszkiem. Do dzisiaj pamiętam ten dzień 16 września, gdy dowiedzieliśmy się, że zginął w wypadku samochodowym w drodze do Włoch. Do dzisiaj pamiętam jego mecze - ten na których byłam osobiście i te które widziałam w telewizji. Zwłaszcza te nagrane na kasecie VHS, która od ciągłego oglądania aż się zacierała i strasznie obraz szumiał. Pamiętam i nie zapomnę, bo ten chłopak był niesamowity i miał przed sobą długie lata świetnej kariery, która została brutalnie przerwana. Zdecydowanie muszę ją mieć. :)

http://www.empik.com/arkadiusz-golas-przerwana-podroz-bak-piotr,p1144716721,ksiazka-p
a taką mam pamiątkę. ;) 

       2) "Kapetyngowie. Królowie Francji 987-1328" Jim Bradbury (wyd. Astra) 27.11.2017 -  Astra na koniec roku szaleje z ciekawymi książkami historycznymi. Przyznam szczerze, że ten fragment historii w przypadku Francji jest mi dość mało znany, dlatego z tym większą przyjemnością sięgnę po tą książkę, żeby dowiedzieć się czegoś nowego. "W 987 r., po śmierci ostatniego władcy z dynastii Karolingów, francuscy lordowie wybrali na króla Hugona Kapeta. Zapoczątkował on dynastię, która rządziła Francją do 1328 roku. Podczas jej rządów postępował proces scalania francuskich terytoriów i wzmacniania władzy królewskiej, którego kulminacja nastąpiła za rządów Filipa II Augusta oraz Ludwika IX Świętego. Autor w kompleksowy sposób opisuje średniowieczną Francję, poświęcając uwagę zarówno systemowi zarządzania państwem, kwestiom dynastycznym, jak i relacjom z Kościołem. Narrację ubarwiają cytaty z tekstów źródłowych, dobierane w sposób świadczący o dużym poczuciu humoru autora."

https://bonito.pl/k-1537073-kapetyngowie-krolowie-francji-987-1328

       3) "Wersal. Etykieta na dworze Króla Słońce" Daria Galateria (wyd. Astra) 20.11.2017 - to druga ciekawa propozycja od Astry w tym miesiącu i druga dotycząca Francji. Wyjątkowo porzuciłam moją ukochaną Anglię tudorowską (o której Astra też mnóstwo świetnych książek wydała) i postanowiłam zapoznać się bliżej z Francją. Tym razem przenosimy się w czasie do Wersalu, czyli tego niezwykłego siedliska rozpusty, które kierowało się niezwykle skomplikowaną etykietą. I w tym dziele: "Autorka przybliża zasady dworskiej etykiety, dopracowane i rozbudowane za czasów Ludwika XIV, tworząc osobliwą kronikę życia codziennego wersalskiego dworu, spisaną przez pryzmat zasad rządzących zachowaniem i rozkładem dnia mieszkańców pałacu, który w czasach Króla Słońce był zamieszkały przez dwór liczący blisko tysiąc osób i tyleż samo służby. Pierwsza część („Il était une fois Versailles…”, „Dawno temu w Wersalu…”) nakreśla okoliczności i powody wprowadzenia rozbudowanej etykiety, opartej w dużej mierze na zasadach ceremoniału ustanowionych przez Katarzynę Medycejską. Druga część („Étiquette au fil des jours”, „Etykieta na co dzień”) to zbiór haseł dotyczących wersalskich zwyczajów i obyczajów, ułożonych w porządku alfabetycznym. Jest to jednak zbiór osobliwy, autorka bowiem jest daleka od serwowania czytelnikowi prostych definicji. Każde z haseł zawiera szczegółowe objaśnienie (konkretnej zasady, ceremoniału lub stanowiska), hojnie okraszone błyskotliwymi i zabawnymi anegdotami, wzbogaconymi o cytaty zaczerpnięte z listów i pamiętników." Może być ciekawie. ;)

https://bonito.pl/k-1356900-wersal-etykieta-na-dworze-krola-slonce

       4) "Damy polskiego imperium. Kobiety, które zbudowały mocarstwo" Kamil Janicki (wyd. Znak) 06.11.2017 -  to zdecydowanie jedna z moich bardziej ulubionych serii. Autor podbił moje serduszko od pierwszej swojej książki i bardzo się cieszę, że kontynuuje te świetne opowieści o kobietach. Bo historia i kobiety to zdecydowanie moje ulubione połączenie. Teraz też zapowiada się niezwykła lektura: "Święte królowe, które pokochały władzę. Gdy zabrakło dynastii, tylko one mogły zapewnić Polsce przyszłość. Kontynent pustoszony zarazą, jakiej ludzkość jeszcze nie widziała. Czasy naznaczone upadkiem najpotężniejszych rodów. Epoka potrzebująca prawdziwych bohaterek. Kobiet zdolnych położyć podwaliny nowego polskiego imperium. Bez Jadwigi nie byłoby królestwa. Gdy męża wygnano z kraju, to na jej barki spadła walka o przetrwanie dynastii. Gdy zaś wróg stanął u bram Wawelu, ona osobiście dowodziła ostatnim bastionem Piastów. Elżbieta nie zasłaniała się żadnym mężczyzną. Straciła dłoń, broniąc rodziny przed atakiem oszalałego zamachowca. A gdy jej brat umarł, to ona stała się ostatnią nadzieją królestwa. I jedyną w historii Polski kobietą, która nikomu nie oddała choćby krztyny swej władzy. Jadwiga Andegaweńska po prababce odziedziczyła nie tylko imię, ale też hart ducha. Zrobiono z niej króla, licząc, że będzie bezwolną marionetką. Ale to ona utorowała drogę do polskiej potęgi. Pokora, pobożność i nieposkromiona ambicja. Przełomowy moment dziejów. I wybitne damy, bez których nie byłoby Rzeczpospolitej Obojga Narodów." Nie mogę się doczekać aż wpadnie w moje łapki, chociaż nastąpi to chyba jednak po powrocie z wakacji. ;)

https://bonito.pl/k-1338366-damy-polskiego-imperium-kobiety-ktore-zbudowaly-mocarstwo

      5) "Czarownica" Camilla Lackberg (wyd. Czarna Owca) 08.11.2017 -  dziesiąty tom sagi o Fjallbace, na który wyjątkowo długo musieliśmy czekać. Poprzednie tomy zawsze szalenie mi się podobały, także po tym też spodziewam się ciekawej lektury. Powiem Wam szczerze, że możliwość zakupienia tej książki wcześniej na Targach Książki w Krakowie była jednym z powodów, dla których bardzo się wahałam czy nie wybrać się na nie, ale w końcu zrezygnowałam. I teraz się boję, że przed wyjazdem nie zdąży mi przyjść, a tak chciałam ją czytać już w samolocie. ;) Bo znów zapowiada się niezwykle tajemniczo: "Zaginięcie czteroletniej Linnei z gospodarstwa koło Fjällbacki przypomina tragiczne wydarzenie sprzed trzydziestu lat. W tym samym miejscu zaginęła wtedy mała dziewczynka, której ciało zostało wkrótce znalezione w pobliskim leśnym jeziorku. Do morderstwa przyznały się dwie trzynastolatki, potem to odwołały, jednak sąd uznał je za winne, chociaż jako nieletnie nie trafiły do więzienia. Jedna z nich mieszkała potem spokojnie w Fjällbace. Druga wróciła po latach jako słynna hollywoodzka aktorka, aby zagrać w kręconym tam filmie o aktorce Ingrid Bergman, która często spędzała wakacje w tej okolicy. Patrik Hedström i jego koledzy z komisariatu w Tanumshede zaczynają szukać jakiegoś związku między obiema sprawami, chociaż początkowo sami w niego nie wierzą. Pomaga im Erika Falck, która pracuje nad książką o zbrodni sprzed lat."

http://www.empik.com/saga-o-fjallbace-tom-10-czarownica-lackberg-camilla,p1161483033,ksiazka-p

       6) "Jak zawsze" Zygmunt Miłoszewski (wyd. W.A.B.) 08.11.2017 - kolejna długo oczekiwana książka, tym razem Miłoszewskiego Zygmunta, reklamująca się jako tragikomedia o miłości i Polsce. "Jest styczniowy dzień 2013 roku, Grażyna i Ludwik świętują wyjątkową rocznicę. Pięćdziesiąt lat mija dokładnie od dnia, kiedy pierwszy raz poszli ze sobą do łóżka. On ma 84 lata, ona 79. Co roku ten dzień to ich najważniejsza rocznica. Intymna, prywatna, świętowana tylko we dwoje. Dzień podsumowań (tych coraz więcej), planów (tych coraz mniej), to także dzień niewypowiedzianych pożegnań, nie wiadomo przecież, czy to nie ich ostatnia wspólna rocznica. Co roku odbywają ten rytuał, rozmawiają, jedzą to samo jedzenie, co w 1963 roku, tak samo uprawiają seks. I choć po tym ostatnim spodziewają się coraz mniej, to tym razem wieczór jest naprawdę fantastyczny i oboje idą spać spełnieni. Następnego ranka, ku swemu wielkiemu zaskoczeniu budzą się w swoich młodych ciałach. Mając świadomość tego, że jeszcze wczoraj byli sędziwymi dość staruszkami. I szybko orientują się, że są znowu w roku 1963, on ma 34 lata, ona 29, całe życie przed nimi. Co zrobią? Praktyczne ćwiczenie z powiedzenia „gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła” napędza prywatną fabułę książki. Czy postanowią znowu być razem? Czy wybiorą inne ścieżki? Czy ona wróci do swojej wielkiej miłości, którą straciła w 1968 roku? Czy on wybierze swoją żonę, którą miał, kiedy z Grażyną zaczęli być kochankami? Ile będą chcieli zachować ze swojego poprzedniego życia? Ile zmienić? Jak dwójka humanistów (psycholog i nauczycielka) wykorzysta swoją wiedzę z XXI wieku?" Baaardzo mnie ciekawi, lubię takie właśnie poplątane historie. ;)

https://bonito.pl/k-1342737-jak-zawsze

       7) "Większość bezwzględna" Remigiusz Mróz (wyd. Filia) 08.11.2017 -  drugi tom serii "W kręgach władzy", pierwszym było "Wotum nieufności". I przyznam szczerze, że pewnie ją przeczytam, aczkolwiek nie w pierwszej czy nawet drugiej kolejności. Jakoś to polskie House of cards średnio przypadło mi do gustu, za dużo w pierwszym tomie było cytowania konstytucji i jakoś tak nie mogłam się przekonać do żadnej z głównych postaci. Może w przypadku drugiego będzie inaczej, zapowiedź brzmi ciekawie: "W kręgach władzy trwa kryzys. Po skandalu z udziałem premiera, parlament nie zdołał uchwalić wotum nieufności, a polityk, który miał przejąć władzę, znalazł się w szpitalu. Prognozy zarówno dla niego, jak i dla kraju, nie są dobre. Sytuację pogarsza fakt, że niedługo przed mającym odbyć się w Polsce międzynarodowym szczytem, do służb specjalnych dociera informacja o możliwym zamachu. Prezydent Daria Seyda traktuje ostrzeżenia wywiadu jako realną groźbę, ale ma pewne wątpliwości – doniesienia bowiem pochodzą nie od sojusznika, a przeciwnika na arenie międzynarodowej. W dodatku ktoś z otoczenia głowy państwa zaczyna sabotować prezydenturę Seydy... Kiedy Polska staje na krawędzi chaosu, na scenie politycznej pojawia się nowy, bezkompromisowy gracz. Zdaje się kierować słowami Winstona Churchilla, który radził: "nigdy nie pozwól, by dobry kryzys się zmarnował".", ale na pewno mam ciekawsze pozycje w tym miesiącu na liście. ;)

https://bonito.pl/k-1545780-wiekszosc-bezwgledna

       8) "Krew" Bartosz Szczygielski (wyd. W.A.B.) 08.11.2017 - to jest właśnie jedna z tych ciekawszych propozycji, która już czeka na mnie w Empiku do odbioru i na pewno poleci ze mną do Hiszpanii. "Drugi tom pruszkowskiej trylogii noir! Krew jest równie emocjonująca i okrutna jak pierwsza część powieści Bartosza Szczygielskiego – „Aorta”. Ten utalentowany autor z doskonałą precyzją wciąga czytelników w brutalny i skomplikowany świat swoich bohaterów, w którym nic nie jest oczywiste. Życie w szpitalu psychiatrycznym płynie inaczej niż poza jego murami. Na własnej skórze przekonuje się o tym komisarz Gabriel Byś. Snujący się między niszczejącymi budynkami pacjenci obserwują każdą nową twarz. W Tworkach dochodzi do makabrycznego zdarzenia, którego nie da się racjonalnie wyjaśnić. Sprawy komplikują się, gdy na miejscu zbrodni zaczynają pojawiać się ludzie, wierzący w to, że wydarzył się cud. Ile z tego, co Gabriel widzi, jest prawdą, a ile to tylko wymysł jego otumanionej lekami głowy? Kiedy zostaje popełniona kolejna zbrodnia, Gabriel czuje, że traci grunt pod nogami i popada w obłęd. Do czego będzie zdolny się posunąć, by poznać prawdę?" Pierwszy tom wyjątkowo bardzo mi się spodobał (była to też moja pierwsza przeczytana w tym roku książka), więc liczę, że autor mnie nie zawiedzie i tutaj też będzie utrzymany bardzo dobry poziom. Chociaż recenzje mówią, że jest jeszcze lepiej. ;)

https://bonito.pl/k-1203365-krew

       9) "Komisarz" Paulina Świst (wyd. Muza) 22.11.2017 -  i tutaj jest podobna sprawa jak z Mrozem, czyli przeczytam, ale niekoniecznie od razu po premierze. Pierwsza książka tej autorki nie bardzo spełniła wszystkie te huczne zapowiedzi, że taka świetna i w ogóle - czytało się ją całkiem przyjemnie, ale znam lepsze. ;) Historia brzmi ciekawie, ale zobaczymy jak zostanie zaserwowana: "Zuzanna Kadziewicz żyje jak pod kloszem. Kochający ojciec-biznesmen trzyma nad ukochaną jedynaczką parasol finansowy. Zuzanna pracuje jako pedagog z pasji, nie dla chleba. Uwielbia pomagać dzieciom. W jej odrealnionym świecie pewnego dnia pojawia się mężczyzna… Radosław jest wykształcony, męski, przystojny, dobrze wychowany, zamożny. Potrafi się znaleźć w teatrze, cierpliwie doradzać w butikach. W dodatku, po pięciu tygodniach znajomości, wyjaśnia się, że jest gentlemanem w łóżku. Prawdziwy ideał. Niestety, wyśniony mężczyzna okazuje się policjantem. Komisarz Radosław Wyrwa – fachowiec od działań „pod przykrywką”. Zuzanna to dla niego tylko figurantka, zaledwie narzędzie służące do rozpracowania ciemnych interesów ojca. Antoni Kadziewicz, na pozór szanowany biznesmen, w rzeczywistości zwabia z Ukrainy dziewczyny do domów publicznych. Zadłużony, szantażowany przez ukraińskich mafiosów, nie potrafi wydostać się z matni. Szansą może być współpraca z prokuratorem Łukaszem Zimnickim. „Zimny” przedstawia plan. Kadziewicz w obawie przed dożywociem, godzi się zostać „wtyką” i podejmuje grę na dwa fronty…"

https://bonito.pl/k-1307986-komisarz
 
       10) "Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie" Janusz Leon Wiśniewski (Znak) 06.11.2017 -  jest to jeden z tych autorów, który zawsze urzeka mnie dogłębnie. Jego książki trafiają do mnie niezwykle mocno, stając się często tymi najważniejszymi w pewnych momentach życia, dlatego też po tą sięgnę z prawdziwą przyjemnością. Ale żeby nie było zbyt cukierkowo, zdarzyły się też takie jego książki, które porzuciłam w połowie i nie wróciłam do nich, chociaż ciągle grzecznie czekają na półce na swoją drugą szansę. "Wszystko da się wyjaśnić. Zapisać w liczbach i równaniach. Życiem rządzą prawdopodobieństwo, logika i udowadnialne twierdzenia. Przynajmniej jemu, naukowcowi, tak się wydawało, dopóki nie spędził wielu miesięcy w klinice w Amsterdamie i nie otarł się o śmierć, co całkowicie zburzyło konstrukcję jego świata. Były przy nim w chwili największej tragedii, mimo że je zawiódł, skrzywdził, zdradzał, upokorzył. Dlaczego? Wszystkie jego kobiety. Milena, niesforna, uderzająco piękna i wyuzdana femme fatale. Daria, jego była studentka, „kruche, naiwne dziewczę w wieku jego córki”, o oczach jak niezapominajki. Tajemnicza Ludmiła, z którą rzekomo łączył go tylko seks. Natalia, fascynująca, bezpruderyjna artystka, niezastąpiona partnerka do filozoficznych dysput. Justyna - miała być jedynie lekiem na jego depresję po rozstaniu z żoną. Ewa, tak samo charyzmatyczna, jak eteryczna, zachwycająco mądra nauczycielka, która na nowo buduje jego świat... Kim był dla nich? Kim one były dla niego? Której był coś winien, której kiedyś podarował za mało, a która była mu wdzięczna."


       11) "Pudełko z marzeniami" Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński (Filia) 08.11.2017 -  ma to być najzabawniejsza świąteczna komedia romantyczna i patrząc po tym duecie - takiej właśnie lektury się spodziewam. ;) "Zdradzony przez narzeczoną i oszukany przez wspólnika trzydziestoletni Michał marzy o tym, aby zacząć nowe życie. Kiedy dowiaduje się, że podczas II wojny światowej jego rodzina ukryła w małym miasteczku na północy Polski skarb, wyrusza na jego poszukiwanie. Sęk w tym, że w miejscu ukrycia skarbu stoi teraz restauracja prowadzona przez rówieśniczkę Michała, Malwinę. Dziewczyna ma problem ze swoim ukochanym, który „odszedł w siną dal”, i babcią, która po wielu latach wróciła z Francji i koniecznie chciałaby teraz w restauracji wnuczki serwować żabie udka i ślimaki. Michał postanawia zaprzyjaźnić się z Malwiną i zdobyć jej zaufanie, by później w tajemnicy przed dziewczyną odzyskać swój skarb. Niestety gdy w sprawę wmieszają się dwie wścibskie staruszki, dwójka dzieci i tajemniczy święty Eskpedyt, nic nie pójdzie zgodnie z jego planem. „Pudełko z marzeniami” to przewrotna i zaskakująca komedia romantyczna o tym, że czasem należy zrezygnować z marzeń po to, aby… wreszcie zaczęły się one spełniać!" Zapowiada się idealna lektura na długi jesienny wieczór z kubkiem gorącej herbaty, ciepłym kocem i milionem pozytywnych emocji. :)

https://bonito.pl/k-1792839-pudelko-z-marzeniami

      Tak prezentuje się moja listopadowa jedenastka. :) A wy na co czekacie, co Was najbardziej zaciekawiło i co jeszcze możecie mi polecić?

~~Madusia. 

wtorek, 17 października 2017

Magiczna Polska: jesienny spacer po Ojcowskim Parku Narodowym.

       Ależ cudowna pogoda się zrobiła, aż ciężko uwierzyć, że niedawno było jeszcze tak paskudnie. Oczywiście ja się nie mogę z niej cieszyć, bo zaległam w łóżku z jakimś paskudnym wirusem i do końca tygodnia mam zakaz wychodzenia dalej niż do łazienki. Dodatkowo jeszcze mnie tak szalenie głowa boli, że nie mogę się na niczym skupić, więc głównie leżę i patrzę jak słońce przepięknie oświetla moją szafę. ;) Postanowiłam jednak trochę zebrać się w sobie i napisać coś na blogasku, bo biedak też leży odłogiem i czuje się samotny. Z bogatych zasobów mojego dysku wyciągnęłam ostatnią wyprawę do Ojcowskiego Parku Narodowego, która miała miejsce dwa tygodnie temu, gdy jesień jeszcze nie miała tak łaskawego oblicza, ale i tak prezentowała się niezwykle uroczo. :) I w taką podróż dzisiaj Was zapraszam! :)

niedziela, 1 października 2017

Zaczytana Madusia: na co czekam w październiku, czyli zapowiedzi czytelnicze.

       Piękny ten weekend jest. Pomijając mgliste i bardzo zimne poranki, naprawdę ładnie się zrobiło, ale nie ma się co przyzwyczajać, już od wtorku typowa brzydka jesień się zaczyna. Fajny był ten wrzesień i po cichu liczę, że październik będzie podobny. Zwłaszcza że może wreszcie będę miała ciut więcej czasu na nadrabianie zaległości czytelniczych, bo ich stosik ciągle rośnie. A i tak sporo wrześniowych premier odpuściłam, chociaż akurat wczoraj zamówiłam pakę pięciu. ;) Jeśli chodzi o premiery październikowe, jest ich troszkę mniej, bo wybrałam "tylko" jedenaście, w tym są dwie, które muszę mieć na pewno i już są przedpremierowo zamówione. I jak tylko przyjdą, to wtedy przepadam - kocyk, herbatka i czytamy do rana. To lubię. Zdecydowanie. :)


niedziela, 24 września 2017

Chorwacja pod żaglami: zachód słońca na Dugim Otoku.

       Ależ ten ostatni tydzień dał nam popalić, a przecież powroty z wakacji same w sobie nie są łatwe. Już droga powrotna nas przygotowywała do warunków w Polsce, bo takiej ulewy jaką przeżyliśmy na autostradzie w Chorwacji to jeszcze w życiu swym nie spotkałam. A w Krakowie nie było lepiej, bo padało przez kilka dni bez przerwy. I zrobiło się cholernie zimno, aż kaloryfery zaczęły grzać, co mnie bardzo cieszy, bo naszym świntuchom strasznie marzły łapki i uszka. Ale nie będę pisała elaboratów o tym, jak bardzo nie znoszę jesieni (a mogłabym się tutaj nieźle rozpisać), tylko zajmiemy się dzisiaj czymś o wiele przyjemniejszym. Miałam w planach napisanie notki o Varazdinie, który był przez dwadzieścia lat stolicą Chorwacji, ale stwierdziłam, że zdecydowanie potrzeba nam teraz słońca, więc skupimy się na jego niesamowitym spektaklu, które nam zaprezentowało na chorwackim Dugim Otoku. :)

niedziela, 17 września 2017

Chorwacja pod żaglami: migawki z instagrama 2017.

        I skończyło się rumakowanie. Wróciliśmy wczoraj wieczorem z wakacji i czas powoli (bo na szczęście dzisiaj jeszcze wolna niedziela jest) zacząć ogarniać rzeczywistość. Tylko trochę to ciężko zrobić, kiedy włączył się tryb depresja post wakacje, bo pogoda w Krakowie nie sprzyja rozwojowi pozytywnych uczuć do świata. Zresztą ten ostatni tydzień na Chorwacji do najpiękniejszych też nie należał, ale i tak było świetnie. Znów miliony pięknych widoków, tysiące zdjęć, morze emocji, nocne dyskusje, wschody i zachody słońca, no i przede wszystkim sporo żeglowania. Tak, to zdecydowanie były fajne wakacje i żałuję, że już dobiegły końca. Ale zanim przyjdzie jesień, to jeszcze nacieszmy się widokami migawek z tego wyjazdu, które są, jak zawsze, wprowadzeniem do całej nowej opowieści o żeglowaniu po wybrzeżu Chorwacji. :)

niedziela, 3 września 2017

Zaczytana Madusia: na co czekam we wrześniu, czyli zapowiedzi czytelnicze.

       "Nie do wiary jak cudnie zapowiada się wrzesień" śpiewał też kiedyś Piotr Rogucki w jednym z utworów Comy i od zawsze sobie to powtarzałam na początku tego miesiąca. Kiedyś głównie dlatego, że oznaczał on dla mnie sesję poprawkową, z którą bardzo się na studiach lubiłam.;) Teraz już na szczęście to za mną i wrzesień naprawdę może być cudny. Co prawda, pogoda postanowiła nam to zdecydowanie utrudnić, ale się nie przejmuję, bo za tydzień będziemy już żeglować po Adriatyku i mam nadzieję, że tam będzie dobrze. ;) A razem ze mną pojadą na pewno dwie pozycje z listy wrześniowych książkowych zapowiedzi, których jest naprawdę sporo. Dawno tyle mnie nie zaciekawiło, aż mój portfel wyje i płacze. ;) Zapraszam zatem do czytania, co też takiego ciekawego ma się niedługo pojawić między innymi na mojej półce. ;)

niedziela, 27 sierpnia 2017

Magiczna Warmia: Dobre Miasto jest dobre! ;)

       Sierpień powoli dobiega końca, a wraz z nim mija kolejne lato. Wyjątkowo burzliwe, wyjątkowo pomotane, ogólnie wyjątkowe. Teraz siedzę sobie na podłodze, z laptokiem na kolanach, obok mnie buszują w klatce moje świntuchy - spokojna, leniwa niedziela. I właśnie w taki dzień chciałabym Was zabrać w odwiedziny do pewnego miasta, w którym nocowaliśmy zaledwie dwa tygodnie temu. Aż ciężko uwierzyć, że tak mało czasu minęło, bo osobiście mam wrażenie, jakbyśmy tam ze dwa miesiące temu byli. Jest to miasto z dumną nazwą, na którą w pełni zasługuje, jak się przekonaliśmy po krótkim tam pobycie. Zapraszam Was do Dobrego Miasta! ;)

niedziela, 20 sierpnia 2017

Magiczna Polska: migawki z Warmii i Mazur. :)

       Nie wiedziałam, że człowiek po trzydziestce jest permanentnie zmęczony. ;) Chociaż może się to bardziej wiązać z faktem, że przez ostatnie kilkanaście dni naprawdę sporo się działo, nawet te z założenia wolne dni nie do końca takie były. Ale tak się dzieje, gdy jedzie się w nieznane miejsce i chce się w krótkim czasie zobaczyć jak najwięcej. ;) Do tej pory bowiem na Mazurach bywałam jedynie od strony wody i część lądowa (nie wspominając już o Warmii) to dla mnie zdecydowanie terra incognita. Przygotowałam sobie zatem przed wyjazdem bogaty plan zwiedzania, który, o dziwo, udało nam się w całości (i nawet dorzuciliśmy coś więcej) zrealizować, ale skutkowało to właśnie totalnym zmęczeniem. Po powrocie do Krakowa były dwa szalone dni w pracy, teraz w weekend ciut odpoczywamy, aczkolwiek tak naprawdę to się chyba dopiero zrelaksuję w Chorwacji we wrześniu. ;) Ale żeby nie było, że ciągle marudzę, to dzisiaj pokażę Wam migawki z tego co udało nam się zobaczyć w tej bajkowej i sielskiej krainie jaką są Warmia i Mazury. :)

jezioro Juno. 

sobota, 12 sierpnia 2017

Hiszpańskie opowieści: Cabo Finisterre - wyprawa na koniec świata. :)

       I stało się. Wczoraj stuknęła mi na liczniku trójka z przodu i był to jednocześnie jeden z trudniejszych dni w tym roku. Na szczęście już się skończył i dzisiaj zdecydowanie lepiej jest. I nawet zmiana pogody mi nie przeszkadza, tych szalonych upałów miałam już totalnie dość. Jutro wyruszamy na Warmię i Mazury, także materiałów na nowe notki przybędzie. ;) A dzisiaj postanowiłam Was zabrać na koniec świata, gdzie byliśmy niemalże równo rok temu. I też było tak pochmurno i szaro, aczkolwiek jak sami zobaczycie, miało to sporo uroku. :)

wtorek, 1 sierpnia 2017

Zaczytana Madusia: na co czekam w sierpniu, czyli zapowiedzi czytelnicze.

        Lato wybuchło z całych sił, że tak oryginalnie posłużę się na wstępie tekstem piosenki "Sierpień" zespołu Coma. Oznacza to kilka rzeczy. Po pierwsze jest absolutnie gorąco. Po drugie rozpoczął się najbardziej nielubiany przeze mnie miesiąc w roku i tylko trochę jest to związane z faktem, że za kilkanaście dni obchodzę urodziny. I to te zmieniające cyfrę z przodu, co zupełnie mnie nie cieszy. I po trzecie, czas na nowości wydawnicze, chociaż wyjątkowo niewiele mnie zainteresowało, dlatego też ograniczę się do trzech najciekawszych pozycji. :)


 

środa, 26 lipca 2017

Jak dobrze nam zdobywać góry: Waligóra. :)

       Totalnie niewakacyjne mam te wakacje. ;) Ale liczę po cichu, że sobie to odbiję we wrześniu, gdy znów pożeglujemy po chorwackim wybrzeżu i w listopadzie, bo znów lecimy do Hiszpanii. Także na razie staram się nie narzekać, aczkolwiek chwilami mi to nie wychodzi, zwłaszcza w tak pochmurne dni, jakie ostatnio się w Krakowie przydarzają. Przypominają mi one dzień, gdy w zeszłym roku byliśmy na wyjeździe w Sudetach i od rana padało. Dzień wcześniej zdobyliśmy tamtejszą królową, więc pozostały nam już tylko te mniejsze szczyty należące do Korony Gór Polski. Niestety pogoda nie chciała nam pójść na rękę i od rana padało, a my wyjątkowo nie mieliśmy nic przeciwdeszczowego. Nie chcieliśmy jednak marnować dnia i ruszyliśmy do Wałbrzycha w poszukiwaniu najzwyklejszych pelerynek. I uwierzcie, zjechaliśmy chyba z piętnaście różnych miejsc (począwszy od hipermarketów, po zwykłe sklepy, a kończąc na drogeriach i stacjach benzynowych) i nigdzie nie było ani sztuki. Rozczarowani życiem zamelinowaliśmy się w samochodzie pod McDonaldem i czekaliśmy aż przestanie padać. Akurat spokojnie zdążyliśmy zjeść po zestawie (w tym ja dziecięcy, bo były figurki Pokemonów i koniecznie chciałam mieć własnego Pikachu ;p) i rozpogodziło się na tyle, że postanowiliśmy zaryzykować i podjechać kilkanaście kilometrów pod schronisko "Andrzejówka" w Rybnicy Leśnej, skąd najłatwiej (i najszybciej) można zdobyć Waligórę. :)

niedziela, 16 lipca 2017

Hiszpańskie opowieści: Kadyks, który się uśmiecha. :)

       Ależ szalona pogoda w te wakacje panuje. Zmienna jest szalenie, codziennie coś mnie zaskakuje, mimo sprawdzania prognoz. ;) Na szczęście i tak głównie siedzę w pracy albo w domu, więc w niczym mi takie szaleństwa nie przeszkadzają. W temacie wakacji na razie nie mam żadnych planów, bo i też nie bardzo jest kiedy na nie jechać. Powoli zaczyna wychodzić, że dopiero w listopadzie się gdzieś razem wybierzemy, ale do tego jeszcze daleka droga. ;) Ale żeby nie było, że z powodu braku tegorocznych podróży, blogasek bardzo cierpi (bo i tak cierpi z niedostatków czasu mego), to dzisiaj cofniemy się w czasie o niecałe dwa lata, gdy w listopadzie hasaliśmy radośnie po pięknej hiszpańskiej Andaluzji. Kilka świetnych miejsc już na blogu się pojawiło, a dzisiaj wybierzemy się do miasta, które się uśmiecha, jak sam się reklamuje Kadyks. :) Mam nadzieję, że Wam też się spodoba, bo ja się w nim totalnie zakochałam. :)


poniedziałek, 3 lipca 2017

Zaczytana Madusia: na co czekam w lipcu, czyli zapowiedzi czytelnicze.

       Nie do wiary, że już zaczął się lipiec. Kompletnie nie wiem gdzie podział się czerwiec i jestem tym faktem totalnie przerażona. Nawet nie zauważyłam jak blogasek leżał przez ten ostatni miesiąc odłogiem i aż mi przed samą sobą głupio z tego powodu. Dzisiaj jednak postanowiłam wreszcie przerwać tą złowrogą ciszę w Sieci i wrzucić krótkie zestawienie lipcowych nowości książkowych, na widok których dostaję lekkiego (a w niektórych przypadkach nawet dość sporego) ślinotoku. ;)

poniedziałek, 29 maja 2017

Zaczytana Madusia: na co czekam w czerwcu, czyli zapowiedzi czytelnicze.

         Niespecjalnie lubię poniedziałki, ale dzisiejszy zdecydowanie mi się podoba, bowiem 29 maja obchodzę swoje imieniny. ;) Zawsze bardziej wolałam je świętować niż urodziny, które mam w środku lata, bo zwykle wtedy wszyscy byli w rozjazdach i nie było jak się spotkać z tej okazji. Dzisiaj w sumie też nie ma na to czasu, ale i tak w planach mam małe świętowanie w najbliższym gronie. I z okazji tych imienin moich postanowiłam napisać notkę, która ostatnio pojawia się pod koniec każdego miesiąca, czyli zapowiedzi czytelnicze. Będzie to wyjątkowo krótka lista, bowiem ma zaledwie dwie pozycje, ale niezwykle to cieszy mój portfel i moje mieszkanie, bo coraz mniej wolnego miejsca na książki mam. ;) Mnie osobiście ciut mniej, chociaż mam dzięki temu przynajmniej cień szansy, że przeczytam te, które leżą na półkach od pewnego już czasu i trochę się kurzą. ;)

wtorek, 23 maja 2017

Zaczytana Madusia: Warszawskie Targi Książki. :)

       Taki sobie ten maj w tym roku. Pogoda średnia, sporo pracy, więc nie bardzo mam siłę na cokolwiek i dlatego samą siebie zaskoczyłam decyzją, żeby wybrać się w minioną sobotę do Warszawy na Targi Książki. Po zeszłorocznych w Krakowie miałam bardzo złe wrażenie, dlatego martwiłam się, że w Warszawie może być jeszcze gorzej, ale zaryzykowałam. I wiecie co? Zupełnie tego nie żałuję, bo ta sobota w naszej stolicy była naprawdę niezwykle udana. Aż żałowałam, że nie zostałam do niedzieli. ;) W przyszłym roku na pewno na więcej niż jeden dzień pojadę, tak sobie postanowiłam. :) A o moich zachwytach możecie przeczytać poniżej, tylko ostrzegam - będzie ich naprawdę sporo. ;))

poniedziałek, 1 maja 2017

Kwietniówka, czyli alternatywna majówka - Golub - Dobrzyń. ;)

        I wreszcie przyszedł maj! ;) I dobrze, bo kwiecień chyba wszystkim dał mocno w kość i tęsknić za nim nie będziemy. U nas trochę się przez ten miesiąc działo, co powoli mam zamiar pokazywać na blogasku, nieco ostatnio zaniedbywanym. Nadrabianie zaległości zacznę zaś od naszej alternatywnej majówki, czyli tak naprawdę kwietniówki, bo wybraliśmy się na nią w pierwszy weekend kwietnia (a dokładniej na przełomie marca i kwietnia). Patrząc po obecnych prognozach pogody, był to pomysł idealny, bowiem miesiąc temu było zdecydowanie ładniej i przyjemniej. Cały wyjazd zaplanowaliśmy już miesiąc wcześniej (czyli pod koniec lutego), gdy narodził się w naszych głowach pomysł adopcji kolejnej świnki morskiej, która zapełniłaby pustkę powstałą po śmierci Nataszki. I tak jakoś wyszło, że najbardziej zapragnęliśmy świnki z Bydgoszczy i do tego właśnie miejsca dorobiliśmy całą wycieczkę. Zaczęła się już w piątek, gdy po pracy zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy prosto do Golubia-Dobrzynia, gdzie czekał na nas nocleg w krzyżackim zamku. ;) I o nim będzie dzisiejsza opowieść, na którą serdecznie Was zapraszam. :)


środa, 26 kwietnia 2017

Zaczytana Madusia: na co czekam w maju, czyli zapowiedzi czytelnicze.

       Zwykle przed pisaniem nowej notki czytam poprzednią, żeby sobie przypomnieć co ciekawego tam wymyśliłam. ;) Dzisiaj było podobnie i baaardzo rozśmieszyło mnie zdanie, że mało premier w kwietniu i dobrze, bo mój portfel się cieszy. I niby tak właśnie było, ale zapomniałam o Światowym Dniu Książki i Praw Autorskich, który wypadł w ostatnią niedzielę. Z tej okazji praktycznie chyba każda księgarnia zrobiła szalone (niekiedy) promocje, więc ciężko było się nie skusić. ;) I w ten sposób w ciągu ostatnich dwóch dni odebrałam siedem książek. ;) A maj zapowiada się też dość ciekawie, bo mam sześć premier, które koniecznie chcę mieć w swoich łapkach plus są też Targi Książki w Warszawie nad którymi się bardzo poważnie zastanawiam. ;) Może ktoś z Was będzie? ;)


wtorek, 18 kwietnia 2017

Zakochaj się w Mierzei Wiślanej po raz drugi. :)

       Święta, Święta i po. ;) W tym roku Wielkanoc była dla mnie ciut dłuższa, bo wzięliśmy wolne i wyruszyliśmy ku Mierzei Wiślanej już w czwartkowy poranek, a wracamy do Krakowa dopiero dzisiaj. I chociaż prognozy były fatalne, to pogoda zrobiła nam piękny prezent i nie było jakoś najgorzej. Fakt, trochę wiało i było dość zimno, ale za to nie padało (za często ;p) i można było uskuteczniać wędrówki i spacery, ba nawet na wycieczkę się raz wybraliśmy. ;) I dzisiaj w ramach takiego wprowadzenia do kolejnego cyklu opowieści o Mierzei zapraszam Was na przegląd całego wyjazdu w postaci instagramowych migawek. ;)

Wesołego Alleluja! :)

czwartek, 6 kwietnia 2017

Marcowe migawki z Instagrama.

        Znowu pięknie jest - przyszła wiosna, jest ciepło i świeci słoneczko, świat się zazielenił i pachnie absolutnie oszałamiająco. ;) Do wszystkiego można oczywiście dopisać jakieś "ale", jednak dzisiaj je sobie daruję, bo wiosną nie marudzę. I nawet fakt, że akurat dzisiaj pogoda ciut się pogorszyła, nie ma wpływu na mój dobry nastrój, a żeby poprawić Wasz (jeśli macie kiepski) to zapraszam serdecznie na intagramowe podsumowanie marca, bo trochę się działo.

piątek, 31 marca 2017

Zaczytana Madusia: na co czekam w kwietniu, czyli zapowiedzi czytelnicze.

       Powiedzieć, że nie mam na nic czasu, to jak nie powiedzieć zupełnie nic. Dopadło mnie jakieś wiosenne przesilenie i ciężko mi się wyrobić ze wszystkim, w związku z czym szalenie zamotany był ten marzec. I już prawie minął w co nie wierzę, bo totalnie nie wiem gdzie się podział. Na szczęście kwiecień będzie spokojniejszy, bo Wielkanoc będzie, a i my wreszcie mamy w planach wycieczki. Na razie po Polsce (znaczy się ja, bo Tomasz znów w kwietniu na kolejną zagraniczną tygodniową delegację leci), ale za to już dzisiaj, bo szybciutko zaraz po pracy wsiadamy w auto i jedziemy w kujawsko-pomorskie krainy. Bardziej kujawskie niż pomorskie (bo te będą dwa tygodnie później ;p). O tym jednak konkretniej dowiecie się w następnej notce, ta będzie bowiem (jak można się było domyślić po tytule) poświęcona premierom książkowym nadchodzącego miesiąca. I jeśli mam być szczera, to tych szczególnie mnie interesujących nie ma zbyt dużo. Na wielkie szczęście dla mojego portfela. ;)


sobota, 11 marca 2017

Lutowe migawki z Instagrama.

       Już prawie połowa marca, a ja dopiero wygrzebuję się z zaległości z zeszłego miesiąca. Ale tak to bywa, gdy człowiek w ciągu jednego tygodnia postanawia zmienić zbyt dużo rzeczy i nagle się okazuje, że na życie zostaje mu niewiele czasu. ;) Powoli jednak się ogarniam, jeszcze tylko muszę wymyślić sposób, jak zarządzać produktywniej czasem spędzanym w domu, bo obecnie jedyne na co mam ochotę po zjedzeniu obiadu, to pójście spać. I najczęściej właśnie zasypiam jak niemowlę i budzę się rano, a wszystkie fajne aktywności (typu blog, czytanie książek itp.) leżą i kwiczą. ;p Ale niedługo wiosna, dłuższe dni, więcej słońca, także i mój organizm powinien zacząć lepiej funkcjonować. ;) Gadać więcej już nie będę, przejdę szybciutko do sedna sprawy, czyli do Waszego ulubionego instagramowego podsumowania miesiąca, bo w lutym sporo się działo, jak pisałam już na wstępie. ;) Zapraszam serdecznie! :))


poniedziałek, 6 marca 2017

Szukanie wiosny w Ojcowie. :)

        Wreszcie jest! Przyszła! Nieśmiało, bo nieśmiało, ale ten weekend zdecydowanie był totalnie wiosenny. Pogoda absolutnie przepiękna, trochę wiatru, więc powietrze czyste - idealne warunki do spacerów i wypraw. I dlatego też nie mogliśmy usiedzieć w domu i po sobotnim śniadaniu zapakowaliśmy się do samochodu i pojechaliśmy do Ojcowa poszukać wiosny w terenie. :)


wtorek, 28 lutego 2017

Zaczytana Madusia: na co czekam w marcu, czyli zapowiedzi wydawnicze. :)

      Luty to najkrótszy miesiąc w roku, a u mnie wydarzyło się tyle, że spokojnie kilka innych można by obdarować. Po cichutku liczę, że marzec będzie spokojniejszy i stabilniejszy, ale to nigdy nie wiadomo, zwłaszcza że moja druga połówka wyjeżdża na tydzień w delegację i zostaniemy z Kluską we dwie. Ale samotne czuć się nie będziemy, bo pustkę wypełniać nam będą marcowe premiery książkowe, bo na kilka wyjątkowo mocno się napaliłam i czekają już w koszykach, aż zaczną być dostępne. ;) I właśnie tymi pozycjami chciałam się z Wami podzielić w comiesięcznym cyklu czytelniczych zapowiedzi. :)

sobota, 25 lutego 2017

Mój własny Kraków: szukanie wiosny na Zakrzówku. :)

       Drugi miesiąc 2017 roku zleciał mi w niesamowitym tempie. Dawno nie działo się aż tyle w tak krótkim czasie, o czym już pisałam Wam w poprzednim poście. Dalej jest nam szalenie smutno bez Nataszki, Kluska zaczyna wariować z samotności (podejrzewamy, że zajada smutek, bo ciągle domaga się jedzenia), więc coraz poważniej zabieramy się za szukanie odpowiedniej towarzyszki dla niej. ;) Powoli też porządkujemy mieszkanie po przeprowadzce, ale ciągle jeszcze nierozpakowane torby straszą nas po kątach. ;) W weekendy zaś zamiast się nimi zajmować wolimy się przejść na pobliski Zakrzówek (o którym już kiedyś Wam pisałam) i poszukać wiosny. ;) I rezultaty tych poszukiwań chciałabym teraz właśnie pokazać. ;)

z widokiem na Wawel. ;)
       

poniedziałek, 20 lutego 2017

Zmiany, radości i smutki.

     Ostatnie kilkanaście dni było w naszym życiu totalnie wariackich. W ciągu tygodnia zrealizowałam wszystkie zmiany, które miałam zaplanowane na ten rok - zmieniłam kolor włosów z ciemnego na jasny, zmieniliśmy mieszkanie na fajniejsze i poszłam do pracy, przez co blogasek był nieco zaniedbany. Starałam się na bieżąco być na fejsie i na instagramie, ale też nie zawsze mi to wychodziło. Nie obyło się też niestety bez zmian, których sobie nie życzyliśmy i których nie chcieliśmy, a na pewno nie teraz. W Walentynki Nataszka miała operację, podczas której okazało się, że świnka ma nowotwór. Mimo jego wycięcia przeżyła dwa dni i w czwartkowy poranek już się nie obudziła. Nie cieszyła się z nami przeprowadzką i zostawiła po sobie bardzo smutne i tęskniące serduszka (nasze i Kluski, która przez kilka dni też nie mogła dojść do siebie). Na razie żyjemy w trójkę, ale planujemy powiększyć nasze stado o kolejną świnkę, którą chcemy adoptować, bo jednak świntuchy muszą trzymać się razem. I na dzisiaj to tyle, bo na samo wspomnienie Nataszki ciągle się wzruszam i ciężko mi pisać z załzawionymi oczami i mokrą klawiaturą, ale obiecuję, że wrócę szybko. :)


~~Madusia.

wtorek, 7 lutego 2017

Styczniowe migawki z Instagrama.

        Pierwszy miesiąc nowego roku już za nami i powiem Wam szczerze, że był całkiem niezły. ;) Zdecydowanie większe zamieszanie przyniesie luty, bo sporo zmian się szykuje w naszym życiu, na szczęście tych pozytywnych. Jedyną złą wiadomością jest ta, że niestety Nataszka będzie najprawdopodobniej potrzebowała w szybkim tempie operacji, bo leki jej już nie pomagają. Ale jestem dobrej myśli i liczę, że to jej pomoże i będzie wszystko dobrze. :) Nie ma się co martwić na zapas. :) Dwa dni temu mieliśmy niezwykle szaloną noc, gdyż oglądaliśmy do piątej rano Super Bowl. I emocji nie brakowało, zwłaszcza że drużyna, której kibicujemy przegrywała dwudziestoma pięcioma punktami i udało się jej doprowadzić w ostatniej kwarcie do dogrywki, którą wygrali. :) Opowiadać o tym mogę długo i chaotycznie, więc wolę szybciutko Was zaprosić na kolejną edycję Waszej ulubionej serii, czyli na styczniowe migawki z Instagrama. ;)


poniedziałek, 30 stycznia 2017

Zaczytana Madusia: na co czekam w lutym, czyli zapowiedzi wydawnicze. :)

         Ostatnio tylko marudzę i marudzę, więc dzisiaj rozpoczynam od dobrych wiadomości. Choroby poszły precz, Nataszka czuje się dobrze i wszystko powoli wychodzi na prostą. Dzisiaj rano jeszcze pojawiły się niezwykle pomyślne plotki, ale zanim zacznę się cieszyć, poczekam na oficjalne potwierdzenie. ;) Generalnie ten styczeń nie był taki zły, a luty zapowiada się jeszcze lepiej. ;) A skoro już jestem przy lutym i zapowiedziach, to szybciutko przejdziemy do tematu dzisiejszej notki, czyli właśnie lutowych zapowiedzi wydawniczych. ;) Zeszłomiesięczny wpis cieszył się Waszym sporym zainteresowaniem, więc mam nadzieję, że i teraz będzie podobnie, zwłaszcza że aż dziewięć fajnych tytułów się pojawi! :)


środa, 25 stycznia 2017

Jak dobrze nam zdobywać góry: Królowa Śnieżka. :)

      Strasznie kiepski ten styczeń jest pod względem zdrowotnym - Tomasz znowu chory, Nataszka znowu dostała krwotoków i przez dwa kolejne tygodnie męczymy się ze strzykawkami. Na razie jednak poprawy brak, co nie wróży dobrze na przyszłość, bo jedyne co zostało to operacja. ;/ Z rzeczy zaś weselszych będziemy się za kilka tygodni przeprowadzać, ja szukam pracy i ogólnie myślę co by tutaj dalej w życiu robić. I w ramach tego ogarniania się przygotowałam wreszcie podróżniczą opowieść, bo w tym temacie zdecydowanie się opuściłam. Dzisiaj jednak chcę Was zabrać na przepiękną wędrówkę w Karkonoszach, gdzie zdobywaliśmy nasz kolejny szczyt z Korony Gór Polski - majestatyczną Śnieżkę (1602 m.n.p.m.). :)


wtorek, 17 stycznia 2017

Zaczytana Madusia: "Dwór cierni i róż" & "Dwór mgieł i furii".

     Są takie książki, które po zakończeniu czytania zostawiają nas z szeroko otwartymi oczami, zasychającymi śladami łez na policzkach i ogromną pustką w serduszku, że jak to koniec i czemu nie ma dalej. Taka właśnie była moja reakcja przedwczoraj w nocy, gdy skończyłam czytać "Dwór mgieł i furii" Sarah Maas. Nieco pocieszający jest fakt, że będzie następny tom, ale niewiele łagodzi to powstałą nagle wyrwę, gdy doczytałam książkę do końca. I chociaż zdecydowanie nie jest to "moja" literatura, to ostatnie cztery dni były naprawdę magiczne. Tyle właśnie zajęło mi przeczytanie dwóch tomów (gdyby nie fakt, że jednak mam jakieś w życiu inne zajęcia, to poszłoby mi o wiele szybciej, bo ciężko się było oderwać), które totalnie mnie zdemolowały. W pozytywnym sensie. :) Jeśli Was zaciekawiłam, zapraszam dalej!

środa, 11 stycznia 2017

Zaczytana Madusia: "Szeptucha" & "Noc Kupały". :)

        Styczeń zaczął się wyjątkowym falstartem, bo jak wiecie, rozchorowałam się i generalnie przez tydzień byłam totalnie do niczego. Powoli wreszcie dochodzę do siebie i zaczynam się organizować. Czas spędzony w łóżku przeznaczałam głównie na czytanie, dlatego kilka fajnych lektur już mam za sobą i dzisiaj chciałabym się zająć dwoma pozycjami Katarzyny Miszczuk, które połknęłam w dwa dni. ;) Była to świetna odskocznia od moich ukochanych kryminałów i książek historycznych i żałuję, że tylko dwa tomy na razie są, bo historia jest cudna! :) Zapraszam na łączoną recenzję "Szeptuchy" i "Nocy Kupały". :)

sobota, 7 stycznia 2017

Grudniowe migawki z Instagrama.

     Ależ zima przyszła. ;) Za oknem prawie minus trzydzieści stopni, a ja się radośnie pocę pod kołdrą. Taki urok choroby, ale na szczęście już powoli wszystko wraca do normy i zaczynam zdrowieć. Dawno mnie tak długo w łóżku przeziębienie nie trzymało i przyznam szczerze, że trochę dało mi w kość. Z tego też powodu zanotowałam noworoczny falstart i wszystkie postanowienia przesunęły się trochę w czasie, bo przecież ciężko działać normalnie, gdy jedyne o czym marzysz to kolejna sucha chusteczka do nosa. ;p Dzisiaj już ciut lepiej jest, więc spokojnie mogłam się wytoczyć z łóżka i zasiąść przed komputerem, ażeby napisać nową notkę, będącą powrotem do lubianej przez Was serii "migawek z instagrama". Poprzednie cieszyły się sporą popularnością, a że ostatnio coraz bardziej lubimy się z tą aplikacją, powrót tej serii jest bardzo wskazany. ;) I dlatego też dzisiaj zapraszam Was serdecznie na krótki przegląd grudnia.

środa, 4 stycznia 2017

Włoskie opowieści: marcowa Bolonia. :)

        Nowy rok, nowa ja i takie tam inne blablabla. ;p U nas zaczął się grubym falstartem, bo zamiast cudownych przemian mamy nieco mniej cudowną chorobę i w duecie kaszlemy i kichamy na zmianę. Nie ma w tym absolutnie żadnego uroku i chwilami cieszę się, że mamy dwa piętra w mieszkaniu i można chwilę posiedzieć samemu, bo tzw. "man cold" daje w kość nie tylko mężczyźnie. ;p I właśnie w takim radosnym stanie, otoczona wielkim kocem, stertą chusteczek i kolejnym kubkiem herbatki postanowiłam napisać pierwszą w tym roku notkę. Ostatnio trochę się zapuściłam z tematami podróżniczymi, więc dzisiaj nadrobimy tę zaległość i wybierzemy się do włoskiej Bolonii, którą udało nam się zwiedzić w marcu zeszłego roku. Mieliśmy na to zaledwie kilka godzin, bo dla niektórych z nas, był to wyjazd służbowy i większość czasu spędzaliśmy na halach wystawowych. O tym też będzie kiedyś kilka słów, ale najpierw samo miasto. Zapraszam Was zatem do słonecznej Bolonii. :))


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...